Prawnicy Małopolska - skorzystaj z naszej wyszukiwarki - posiadamy dane ponad 70 tyś. podmiotów z branży prawnej

Wpisz minimum 3 znaki. Wyszukiwarka zwraca maksymalnie 25 wyników dla jednego zapytania.

Zgłoszenie szkody

W poprzednim artykule zwracałem uwagę na to kim jest dla potencjalnego ubezpieczonego agent ubezpieczeniowy- jest on reprezentantem ubezpieczyciela, tym który pierwszy przychodzi na myśl poszkodowanemu (zakładając, że szkoda jakiej uległ jest jego pierwszą szkodą w życiu), tym który w ocenie takiego poszkodowanego powinien wiedzieć co robić w takiej sytuacji. Dlatego tak istotna jest wiedza agenta ubezpieczeniowego w zakresie likwidacji szkody, przynajmniej w jej początkowym etapie- dobre podstawy to dobry wynik końcowy.

Z CZYM DO UBEZPIECZYCIELA- OŚWIADCZENIE SPRAWCY

Ostatnio wprowadzone zmiany w ustawie ubezpieczeniowej pozwoliły na ostateczne wyjaśnienie czy na miejsce kolizji musi być zawsze wzywana policja. Całkowicie błędne było wymaganie interwencji policji przy każdej, nawet najmniejszej stłuczce czy porysowaniu pojazdów.

Jednak mimo zniesienie bezwzględnego obowiązku wzywania policji do każdej kolizji pojawia się problem: kto był winien zaistniałego zdarzenia.

W ostatnim czasie pojawiają się w prasie różne „poradniki” z dołączonymi do nich wzorami oświadczeń sprawcy kolizji. Już sam jeden zapis w tych oświadczeniach może budzić wątpliwość np.: „… dokument nie stanowi przyznania się do odpowiedzialności, lecz tylko do potwierdzenia tożsamości i faktów, co powinno przyspieszyć likwidację szkody…”- to po co w ogóle taki dokument- może nie jest on potrzebny a potrzebna jest wyłącznie interwencja policji?

Dla mnie jako dla praktyka na co dzień „ćwiczącego” problemy z likwidacją szkód komunikacyjnych jest oczywiste autorstwo wzorów tych oświadczeń. Musiał ten wzór opracować ktoś, komu akurat nie bardzo zależy na jasnym sprecyzowaniu stanowisk i odpowiedzialności kierujących już na miejscu zdarzenia. Czy to kolejna teoria spiskowa? Otóż nie. Zdarza się, że taki sprawca wzywany jest do firmy, która będzie pokrywała koszty naprawy pojazdu poszkodowanego celem „…potwierdzenia okoliczności zdarzenia…”. W czasie takiego „potwierdzania” zadawane mu są pytania typu: a czy tamten pan (pani) nie jechał za szybko, a może pan (pani) jednak nie sygnalizowała tego manewru zbyt wcześnie, hamowała zbyt gwałtownie…” itd. Pytania te służyć mają nie tylko znalezieniu „haka” w całej sprawie aby w ogóle odmówić wypłaty odszkodowania, ale aby może chociażby „zrobić przyczynienie się”- urwać pewną kwotę z tego odszkodowania za działania mogące „…skutkować zagrożeniem w ruchu…”. Tekst krytykowanego przeze mnie oświadczenia służy temu wspaniale- przecież nie przyznał się pan/pani do niczego, tylko spisaliście swoje dane. Czy to jest postępowanie uczciwe? Komu zależy na publikacji takich „oświadczeń”?

Z praktyki wiem, że podważanie oświadczeń raczej nie dotyczy dużych ubezpieczycieli- tu ci mniejsi wykazują się większą „operatywnością” i „pomysłowością”(mówimy tu wyłącznie o manipulacji oświadczeniem sprawcy- o innych problemach z likwidacją szkody będzie dalej- w następnych artykułach). Być może jest to ich metoda na „zrobienie dużych pieniędzy”. Właśnie toczy się przed sądem taka sprawa. Sprawca wyprzedzał na skrzyżowaniu, z prawej strony poszkodowanego, na jezdni gdzie jest tylko jeden pas ruchu. Podpisał po kolizji oświadczenie (prosił, by nie wzywać policji- nie był również z miasta gdzie doszło do kolizji)- przyznał się do winy. Straty nie były duże- ok. 1500 zł. Firma jednak odmówiła wypłaty odszkodowania twierdząc, że to poszkodowany zajechał drogę sprawcy (osobną sprawą jest to jak na jednym, oznaczonym linią przerywaną pasie ruchu można zajechać drogę !!!- to była jezdnia dwukierunkowa- sprawca i poszkodowany jechali w jednym kierunku). Przeglądając akta sprawy znalazłem tam „oświadczenia” sprawcy złożone w przedstawicielstwie firmy ubezpieczeniowej w swoim miejscu zamieszkania, w który nie przyznaje się do winy- spowodowania kolizji (nie zmienia jednak okoliczności: przyznaje się, że wyprzedzał z prawej strony pojazd poszkodowanego- na skrzyżowaniu, co więcej pisze, że to poszkodowany „…wymuszał na nim…” złożenie oświadczenia- żeby było „śmieszniej” na oświadczeniu, które on podpisał jest stwierdzenie, że „… podpisuje je dobrowolnie, z własnej woli…”). Firma ubezpieczeniowa dla większego „uwiarygodnienia” swojej decyzji oparła się na „…opinii rzeczoznawcy…” (jak mi wiadomo ten rzeczoznawca zaprzestał działalności „… ze względu na wiek…” a poza tym nie była to w ostatnim czasie jego jedyna „kontrowersyjna” opinia). Nawet dla laika z zakresu ruchu drogowego opinia ta to kpina z tych zasad. Również treść „oświadczeń” sprawcy w tej sprawie była jakoś „gładka prawniczo”. Wiele wskazuje na to, że prawnik tego ubezpieczyciela mógł „pomagać” w składaniu oświadczenia i wyjaśnień sprawcy (dotarły do mnie „informacje” na ten temat), gdy okazało się, że poszkodowany odwołuje się od takiej niesprawiedliwej decyzji. Dodam tylko, że w tej sprawie jest również świadek, który widział całe to zdarzenie.

Jak powinien moim zdaniem (i jak to wynika z mojej praktyki) wyglądać druk „normalnego” oświadczenia można zobaczyć (i wydrukować) na mojej stronie internetowej www.autokor.pl. Ze względu na ograniczoną wielkość artykułu nie będę ze szczegółami go opisywał i wyjaśniał każdego zwrotu i użytego na nim stwierdzenia- nawet dla osoby nie mającej wiedzy prawnej treść oświadczenia powinna być czytelna i oczywista.

Czy jest on 100% argumentem w sprawie wykazania, kto jest winnym w kolizji? Otóż też nie. Polskie prawo daje możliwość zawsze zmiany swojego oświadczenia- mamy do tego prawo. Jednak pada pytanie: kiedy i czy sprawca złożył fałszywe oświadczenie- czy wtedy, na miejscu kolizji przyznając się do winy (przecież dla rozstrzygnięcia sprawy mógł wezwać policję), czy potem zmieniając to oświadczenie w obecności ubezpieczyciela. Kodeks karny w art. 233 §1 jednoznacznie określa skutki składania fałszywych oświadczeń. Skoro sprawca nie wzywał policji to logicznym jest, że nie miał wątpliwości kto jest sprawcą zdarzenia- kto ponosi winę za nie. Kłania się tu stara zasada”…nieznajomość prawa nie upoważnia do jego naruszania…”- każdy kierujący już na kursie nauki jazdy jest pouczany jak się zachować w czasie kolizji. Można oczywiście tłumaczyć się stresem, ale na podobnej zasadzie morderca nigdy nie byłby skazany za swój czyn, bo „…był w stresie…”.

CZY WZYWAĆ POLICJĘ DO KOLIZJI

Podany powyżej przykład wskazywałby na bezwzględną konieczność wzywania policji do każdej kolizji- przecież nie ma pewności czy ubezpieczyciel nie będzie coś „kombinował” w sprawie.

I nawet tu sprawa nie jest prosta. Okazuje się, że jest wyrok Sądu Apelacyjnego z Poznania (I ACr 93/93 z 21.04.1993), który stwierdza, że „… żaden zapis prawa z zakresu ubezpieczeń komunikacyjnych nie utożsamia kwestii wyjaśnienia okoliczności koniecznych do ustalenia odpowiedzialności zakładu ubezpieczeń i wysokości świadczenia od wyczekiwania na wyrok sądowy…”. Oznacza to ni mniej ni więcej, że ustalenia policji też nie są obowiązujące dla ubezpieczyciela- musi on sam ustalić czy ponosi odpowiedzialność za szkodę czy nie (również wyrok Sądu Najwyższego III CKN 1105/98 z 10.01.2000). W praktyce sprowadza się to do jednego: jak nam ustalenia policji „pasują” to są one dla nas (ubezpieczyciela) dowodem w sprawie, jak nie „pasują” to są przecież przytoczone wyżej wyroki sądów w tym Sądu Najwyższego dające nam możliwość własnej oceny zdarzenia.

Ten prosty przykład „zawiłości” prawa wskazuje jak istotna jest wiedza w zakresie likwidacji szkód- co powinien odpowiedzieć agent ubezpieczeniowy swojemu klientowi, który zadzwoni z miejsca kolizji. Ale widać tu też, że odpowiedź nie jest taka prosta i oczywista w każdej sytuacji. Co więc robić?

Jeżeli powiem: „uczyć się”, to nie będę oryginalny. Na tę chwilę mogę tylko proponować indywidualną edukację własnych klientów przy wykorzystaniu mojej strony internetowej (lub innych podobnych, ale w internecie nie znalazłem czegoś „porównywalnego”). To jest tak jak w tym powiedzeniu: „lekarzu- ulecz się sam”. Agent może tylko polecać gdzie klient znajdzie odpowiednie informacje, porady specjalistyczne. Na mojej stronie internetowej poza treścią i wzorem oświadczenia jest „ściąga” co robić na miejscu zdarzenia, są akty prawne i orzecznictwo sądowe (dla bardziej dociekliwych). Agent udzielając takich rad i wskazując miejsce informacji na pewno nie straci- myślę, że nawet zyska w oczach klienta jako osoba, która nie tylko „wzięła pieniądze” ale potrafi poradzić „coś na przyszłość”. Każdy z nas wie jak dobrze jest mieć „zaplecze”, gwarancję, że jest ktoś, kto w przypadku problemów nie zostawi „samemu sobie”, pomoże.

W przypadku szkody z tytułu auto- casco raczej zalecam zawsze wzywać policję. Dlaczego? Otóż w wielu warunkach umów AC jest zapis o takim obowiązku np. w przypadku „… dużej szkody…”. Przysłowiowego „konia z rzędem” temu, kto nie będąc specjalistą, na miejscu kolizji, w stresie- określi czy jest to „duża” czy „mała” szkoda. A nie wywiązanie się z obowiązków wynikających z umowy AC może skutkować nawet odmową wypłaty odszkodowania. Trudno- mandat może będzie, ale będzie też wywiązanie się z warunków umowy- coś za coś. Poza tym będzie potwierdzenie faktu zdarzenia: gorsze, lepsze ale będzie (w świetle tego co napisałem wyżej).

TERMIN ZGŁOSZENIA SZKODY

W przypadku szkody z tytułu odpowiedzialności cywilnej sprawcy sprawa jest oczywista- kodeks cywilny mówi o 3 latach od dnia szkody na składanie roszczenia- zgłoszenie szkody. Jest tu jednak pewien problem. Na poszkodowanym ciąży obowiązek zabezpieczenia przedmiotu uszkodzonego przed dalszym powiększaniem się rozmiaru szkody. Co to oznacza? Najlepiej wyjaśnić to na prostym przykładzie: mamy szkodę- jest zagięty błotnik, sprawca podpisał nam oświadczenie- przyznał się do winy (zakładamy, że ubezpieczony jest w „przyjaznej poszkodowanemu” firmie ubezpieczeniowej). Ponieważ nie mam czasu podjechać do biura ubezpieczyciela (o tym problemie już pisałem wcześniej- są firmy ubezpieczeniowe, które ten problem doskonale rozwiązały np. FIAT UBEZPIECZENIA MAJĄTKOWE) użytkuję pojazd dalej. Dochodzi do kolejnej stłuczki- uderzono w ten sam błotnik a sprawca jest z innej firmy ubezpieczeniowej. Gdzie teraz mam zgłosić szkodę? Przecież pierwsza szkoda nie została opisana- nie ma dokumentacji fotograficznej. To który ubezpieczyciel zapłaci za szkodę?- bo żądanie zapłaty od dwóch ubezpieczycieli za uszkodzenie tego samego, uszkodzonego wcześniej elementu to wyłudzenie odszkodowania.

Wniosek jest prosty- zawsze trzeba zgłaszać szkodę niezwłocznie, nie czekać na „cud”- on się nie zdarzy- może być tylko kolejny problem. Nie należy również „panikować”- np. leżąc w szpitalu sam nie zgłoszę szkody. Pamiętać jednak trzeba o zasadzie- szkodę może zgłosić każdy- nawet osoba obca- upoważniona przeze mnie- odszkodowanie odbierze tylko i wyłącznie właściciel pojazdu na podstawie swojego dokumentu tożsamości (lub osoba upoważniona na podstawie stosownego upoważnienia- pełnomocnictwa). Osoba zgłaszająca może podać gdzie stoi pojazd, aby ubezpieczyciel mógł wykonać pierwsze oględziny (dokładne winny odbyć się zawsze w firmie, gdzie będzie pojazd naprawiany, aby nie pominąć żadnego uszkodzenia).

Przy szkodach związanych z polisą AC sprawa jest bardziej skomplikowana. Praktycznie mało kto czyta warunki ubezpieczenia. A jest to „pasjonująca” lektura. Znajdziemy tam także termin zgłoszenia szkody. UWAGA!!! Praktycznie każda firma ma inny „pomysł” na termin zgłoszenia- należy bardzo dokładnie studiować zapisy warunków umów AC.

A co zrobić jeżeli nie można było zgłosić szkody w określonych warunkami terminach? Oczywiście jest na to sposób- muszą jednak być przesłanki potwierdzające niezbicie niemożność zawiadomienia ubezpieczyciela np. wspomniany pobyt w szpitalu. Mogą być też inne okoliczności, które uniemożliwiły takie zgłoszenie np. szkoda za granicą a my nie mamy telefonu do ubezpieczyciela czy w ogóle nie mamy przy sobie telefonu. W takiej sytuacji zgłaszamy szkodę bezzwłocznie po ustaniu przyczyn uniemożliwiających nam jej zgłoszenie. I tu kolejna uwaga- w żadnych ze znanych mi warunków ubezpieczenia AC nie ma zapisu o obowiązku zgłoszenia szkody na piśmie. Oznacza to, że zgłoszenie telefoniczne też jest zgłoszeniem szkody. Oczywiście taka forma zgłoszenia uzależniona musi być od innych uwarunkowań (przytoczony przykład kolizji za granicą) jakie występują w tej szkodzie. Aby mieć pewność, że zgłoszenie szkody zostało przyjęte należy zawsze pytać się o nazwisko osoby przyjmującej to zgłoszenie, zapisać je. Korzystając z telefonu stacjonarnego lub komórkowego zawsze otrzymamy biling potwierdzający prawdziwość naszego oświadczenia, co do terminu zgłoszenia szkody. Wiele firm ma już „centra zgłoszeniowe”, gdzie ten problem jest dobrze rozwiązywany (co się dzieje dalej to już inna historia).

W swojej praktyce spotkałem się z przypadkami odmowy wypłaty odszkodowania na skutek błędnego poinformowania poszkodowanego przez policję o sposobach zawiadomienia ubezpieczyciela właśnie przez policję. Poszkodowani mieli kolizję (z AC) lub samochód został okradziony. Zgłaszając na policję ten fakt usłyszeli tam, że „…już nic nie muszą się martwić bo policja sama zawiadomi ubezpieczyciela…”. Ponieważ przez długi czas nie otrzymywali odszkodowania zwrócili się do ubezpieczyciela z pytaniem kiedy dostaną to odszkodowanie. Odpowiedź była jedna: a w ogóle szkoda została zgłoszona? Na informację, że to policja miała zgłosić szkodę usłyszeli ci poszkodowani śmiech- czyja własność została uszkodzona?- policji czy wasza? Oczywiście nie było mowy o żadnym odszkodowaniu- policja wydaje informacje o szkodzie na wniosek ubezpieczyciela- sama nie ma czasu ani powodu zgłaszać szkodę. Dodatkowo uwaga. Jeżeli pojazd został okradziony lub skradziony i odzyskany zadbajmy aby każde uszkodzenie zostało przez policję opisane. Zróbmy nawet własne zdjęcia. Policjant nie jest rzeczoznawcą, ale musi opisać wszystkie widoczne gołym okiem uszkodzenia. Brak jakiegoś elementu w opisie może skutkować odmową zapłacenia za taki element przez ubezpieczyciela.

GDZIE ZGŁOSIĆ SZKODĘ

Istnieje w Polsce (moim zdaniem zła) praktyka zgłaszania szkody do firmy sprawcy. Na logikę: gdzie i komu dałem swoje pieniądze?- kto ma o mnie dbać? Są już firmy (o czym wcześniej pisałem) które stosują już inną filozofię postępowania. Dotyczy to głównie tzw. flot pojazdów (np. w funduszach leasingowych) ale nie tylko. Firma taka likwiduje szkodę z polisy AC, potem regresem „ściąga” odszkodowanie z firmy sprawcy („zwyczaj” stosowany już dawno na zachodzie) po czym „odblokowuje” polisę AC swojego klienta.

Na obecną chwilę ci „najwięksi” nie stosują takiej zasady a … przykład idzie z góry, więc wyboru nie mamy- zgłaszamy szkodę w firmie sprawcy.

WYPEŁNIANIE DRUKÓW ZGŁOSZENIA SZKODY

Generalnie (większość firm) ubezpieczyciele preferują zgłaszanie szkód w swoich siedzibach- biurach. Mniejsze firmy są bardziej „elastyczne”. Wstępne czynności likwidacyjne (zebranie dokumentów, opis uszkodzeń itp.) zlecają często niezależnym- wyspecjalizowanym biurom. Tu w spokoju, mając pomoc pracowników biura można takie dokumenty wypełnić, skompletować. Jednak jest to jeszcze sposób obsługi klienta mało znany i rzadko stosowany. Najczęściej więc druki zgłoszenia szkód wypełnia się w biurach ubezpieczycieli. Podstawowymi dokumentami niezbędnymi do zgłoszenia szkody są: dowód osobisty (lub dowody) właściciela pojazdu (właścicieli), dowód rejestracyjny (lub potwierdzenie jego zatrzymania), prawo jazdy kierującego pojazdem w chwili zdarzenia i polisa OC lub AC. Można też (jeżeli już mamy) dołączyć kartę pojazdu (czerwona książeczka). Jeżeli na miejscu zdarzenia sprawca złożył nam na piśmie oświadczenie o przyznaniu się do winy to również to oświadczenie należy dołączyć do składanych ubezpieczycielowi dokumentów. W przypadku gdy do kolizji wzywana była policja, ubezpieczyciel musi sam wystąpić do niej o potwierdzenie okoliczności zdarzenia.

Zdarza się, że ubezpieczyciel żąda okazania faktury zakupu pojazdu, umowy kupna- sprzedaży lub dokumentów pochodzenia pojazdu. Są to żądania całkowicie bezpodstawne i bez umocowania prawnego. Po pierwsze polskie prawo nie nakłada na nikogo obowiązku posiadania takich dokumentów przez cały czas posiadania pojazdu. Po drugie takie dokumenty bardzo często wykorzystywane są do np. zaniżenia wartości pojazdu przy szacowaniu szkody. No bo jeżeli na umowie mamy niską cenę (kupiliśmy pojazd rozbity i potem go naprawiliśmy) to zdarza się że tę wartość ubezpieczyciele traktują jako wyjściową- bazową do ustalenia wartości pojazdu na dzień szkody. Podobnie wygląda sprawa z fakturami zakupu u dealera. To nasza sprawa jaki dostaliśmy upust- jest wolny rynek i nikomu nic do tego. Ubezpieczyciel ma ustalić realną wartość rynkową na dzień szkody a nie to ile ja dałem za pojazd. Często zakup związany jest z tzw. sprzedażą w warunkach wymuszonych- sprzedający miał kłopoty finansowe i musiał szybko sprzedać pojazd- cena będzie wtedy znacznie niższa od rynkowej- tego w umowie się nie pisze. A co byłoby w przypadku darowizny?- pojazd nie był nic wart?

Podstawą wypełniania druku zgłoszenia szkody jest obowiązek pisania prawdy- obojętnie jaka by ona nie była. Skoro np. w chwili zderzenia nie patrzyliśmy na licznik (bo wiem z praktyki jako kierowca zawodowy że nie patrzy się w takiej sytuacji na ten wskaźnik) to na jakiej podstawie określamy prędkość przed zderzeniem na 50 czy 60 km/godz? Pisząc tak piszemy nieprawdę- wymyślamy parametr ruchu- prędkość. Potem taki parametr może być wykorzystany przez „rzeczoznawcę ubezpieczyciela” (celowo użyłem cudzysłowu), który wprowadzi go do symulacji komputerowej i wykaże, że kolizji nie było. Jeżeli czegoś nie wiemy, nie jesteśmy w stanie określić to nie piszmy tego- mamy prawo czegoś nie wiedzieć, nie być pewni. Nie ulegajmy naciskom- to nasze oświadczenie, to my się pod nim podpisujemy, to my możemy ponieść odpowiedzialność karną za składanie fałszywych oświadczeń. Zawsze możemy napisać: „nie jestem w stanie określić…”.

Kolejnym „progiem” do pokonania jest szkic- narysowanie jak pojazdy stały na miejscu kolizji, jak się zderzyły lub jak stały po kolizji. Tu również obowiązuje zasada „rysowania prawdy”. Pamiętać należy, że szkic to nie rysunek techniczny w skali, nie zawsze jesteśmy technikami czy inżynierami i rysunek taki nie będzie dokładny. Najważniejsze jest jednak narysowanie pod jakim kątem pojazdy zderzyły się, jakimi częściami miały ze sobą kontakt. Ważne jest zaznaczenie kierunków ruchu pojazdów i nazwy ulic, miejscowości. Dobrze byłoby narysować znaki drogowe w miejscu zdarzenia. To wszystko można wspomóc zdjęciami z aparatu jaki powinniśmy wozić w swoim samochodzie. Taki prosty aparat (z lampą błyskową, naciągany ręcznie) to wydatek ok. 35 zł (nie jednorazowy- te są droższe), klisza (krótka- 12 klatek) to kolejne 10 zł. Pożytek z takiego aparatu podwójny- jak nie przyda się dla potwierdzenia kolizji (jeżeli nie sobie to może innym w ten sposób pomożemy- warto) to zawsze można zrobić zdjęcie np. z pikniku na łonie natury. Również zdjęcie „wyrwy” w jezdni ułatwi uzyskanie odszkodowania za uszkodzenie podwozia (co ostatnio jest nagminne). Piszę o tym również na swojej stronie internetowej.

Ostatnim elementem druku zgłoszenia szkody jest tzw. zgoda na przetwarzanie danych. Z praktyki wiem, że dane osobowe poszkodowanych były przekazywane „domorosłym detektywom” (nie posiadającym żadnych uprawnień ani licencji detektywa, nie będących pracownikami tego ubezpieczyciela), którzy nie stosując żadnych norm i zasad nachodzili bez uprzedzenia poszkodowanych w domach, informowali innych domowników, że była kolizja chociaż poszkodowana chciała uniknąć informowania rodziny o tym (przekazano mi, że w jednym przypadku skończyło się to zawałem matki poszkodowanej).

Jest oczywistym, że ubezpieczyciel ma pełne prawo sprawdzać okoliczności i sposób zdarzenia. Ale powierzanie moich danych taki „detektywom”, nie gwarantującym moim danym właściwej ochrony jest w mojej ocenie naruszeniem prawa (przyznam, że w Łodzi ostatnio ten problem został zminimalizowany po tym jak jedną z firm ubezpieczeniowych „uprawiającą taką praktykę” zajęła się prokuratura- są podejrzenia, że pracownicy tej firmy uczestniczyli w wyłudzaniu odszkodowań, a zapewne chcieli mieć „wyniki”). Zawsze możemy nie wyrazić zgody na takie „przetwarzanie danych”.

Swoim klientom przekazuję jeszcze jedną uwagę: wszystkie składane dokumenty powinniśmy skopiować- mieć ze sobą kserokopie i potwierdzić je przez ubezpieczyciela (w przypadku druku zgłoszenia szkody ubezpieczyciel ma obowiązek wydania nam jego kopii na nasz wniosek- korzystajmy z tego prawa). Na takim potwierdzeniu jest data złożenia tych dokumentów. Zdarzyło się już nie raz, że dokumenty „ginęły” albo była „wątpliwość” co do daty zgłoszenia szkody. Takie potwierdzenia rozwiewają wszelkie wątpliwości.

W ten sposób zakończyliśmy etap zgłaszania szkody. Teraz powinniśmy umówić się z pracownikiem technicznym ubezpieczyciela na opis uszkodzeń. Ale o tym już w następnych odcinkach porad.

Na tej stronie używamy ciasteczek, aby lepiej działała. Korzystając z niej wyrażasz na to zgodę. Więcej tutaj.
akceptuję